Skip to content

Charyzmatyczny włoch

Francesco Gabbani

MojaCarrara_Ikona_Znaczek

Moja historia z Francesco wcale nie zaczęła się od miłości od pierwszego usłyszenia. Pamiętam go z Eurowizji w 2017 roku – kolorowa scena, skaczący goryl i rytm Occidentali’s Karma. Przyjęłam to wtedy z dystansem. Ot, charyzmatyczny Włoch z wpadającą w ucho piosenką – tyle. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że ten człowiek kilka lat później stanie się drogowskazem, który całkowicie odmieni moją rzeczywistość.

Ten pierwszy teledysk

Wszystko zmieniło się w 2021 roku w toskańskim kurorcie – Tirrenia. Pamiętam ten wieczór: wakacje, godzina 23:00, hotelowy pokój, zapach balsamu na podrażnionej słońcem skórze i ekran telewizora, na którym nagle pojawił się teledysk do piosenki „Il sudore ci appiccica”.

Letni, energiczny hit… Wpatrywałam się we wspomniany ekran próbując odnaleźć w pamięci tę twarz. Kiedy mnie olśniło, że to „ten facet od małpy”, poczułam niewytłumaczalne przyciąganie. Choć nie znałam wtedy praktycznie żadnego słowa po włosku, potrafiłam zaśpiewać każdą piosenkę po jednym przesłuchaniu. Jakby te nuty były we mnie od zawsze, czekałam tylko, żeby usłyszeć ten głos.

Po tym wieczorze, ściągnęłam wszystkie płyty i zaczęłam nałogowo słuchać kilkunastu piosenek. No cóż nie będę ukrywać, że stałam się wielką fanką a muzyka Francesco była ze mną w każdej chwili – tej dobrej i tej gorszej.

Doświadczenie „w terenie”

Nasz pierwszy moment twarzą w twarz nastąpił w maju 2022 roku i był czystym zrządzeniem losu. Od miesięcy miałam zarezerwowany wyjazd do Florencji, nie wiedząc, że zaledwie kilka dni przed wyjazdem Francesco ogłosi trasę spotkań z fanami. Los chciał, że termin we Florencji wypadł dokładnie 3 maja – w dniu, w którym tam byłam. Jakby tego było mało, mój nocleg znajdował się zaledwie kilkaset metrów od salonu Feltrinelli, w którym to spotkanie miało się odbyć. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły mi, że muszę tam być

Francesco okazał się kimś więcej niż artystą – to ciepły, wartościowy i emocjonalny człowiek, który zaraża pozytywną energią. Stałam w tej kolejce, powtarzając w myślach wyuczone zdania: „Non parlo l’italiano, mi chiamo Ania, sono polacca…”. Jego totalne zaskoczenie kiedy recytowałam ten tekst, szczery uśmiech i uścisk oraz czas, który mi podarował (miałam to szczęście rozmawiać z nim najdłużej z wszystkich), były potwierdzeniem tego, co podpowiadała mi intuicja, kiedy słuchałam jego piosenek, oglądałam wywiady i teledyski. To spotkanie było momentem, w którym muzyka stała się rzeczywistością. 

Zaledwie trzy dni później, prowadzona ciekawością świata, z którego pochodzi Francesco, pojechałam na samotną wycieczkę do Carrary. Ta podróż zmieniła wszystko. Odnalazłam tu swoje miejsce, wspaniałych ludzi i nową siebie. Dziś, po wielu koncertach, znając jego rodzinę, przyjaciół i jego samego, wciąż z niedowierzaniem patrzę na tę drogę. Codziennie chodzę ulicami, na których dorastał, fotografuję marmur, o którym śpiewa. To niesamowite. Jego piosenki to soundtrack do mojej carraryjskiej historii – muzyka, która wskazała mi drogę do domu. Moja Carrara bez Francesco byłaby po prostu niekompletna. Po prostu nie byłoby mnie tutaj gdyby nie On…

MojaCarrara_Serce

Na koniec pozostaje tylko jedno słowo: Grazie

Dziękuję Ci, Francesco, za to, że stałeś się nieświadomym przewodnikiem w mojej najważniejszej podróży. Za Twoją muzykę, która dodaje odwagi, i za Twoją autentyczność, która utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto iść za głosem intuicji.

Bez Ciebie nie byłoby tych kadrów, tych emocji i tego szczęścia, które odnalazłam w cieniu Alp Apuańskich. Dzięki Tobie wiem, że czasem wystarczy jedna piosenka, by odnaleźć drogę do samego siebie. „Eternamente ora”!